Dosyć często słyszę że jestem szalona i że mam szalone pomysły, lecz cóż na to poradzić, to po prostu ja.
A jednym z moich szalonych pomysłów jest rysowanie po ścianach.
Dla mnie gładka ściana w jednym kolorze to tło, np. do obrazów, zdjęć, rysunków, itp. No, ale jeśli tam nic nie ma, albo jest ledwo co powieszone, to mnie aż korci żeby coś tam stworzyć, bo uważam że to także może być tło do malowania i rysowania.
Więc pewnego dnia chwyciłam za ołówek i machnęłam pierwszą kreskę na mojej prawie pustej ścianie. Nie od razu wszystko narysowałam, nie raz musiałam dosyć dużo gumować i rysowałam gdy akurat wzięła mnie wena (muszę powiedzieć że dosyć długo mi to szło). No, ale w końcu udało mi się dokończyć moje dzieło, choć muszę jeszcze zrobić parę kosmetycznych poprawek. Ciekawa tylko jestem jak będzie wyglądać cała twarz gdy dorysuje resztę. Mam niestety z tym problem, bowiem gdy coś zacznę, ciężko jest mi to doprowadzić do końca. Ale mam nadzieje że tym razem uda mi się dokończyć.